Nieruchomości

Reforma spółdzielni, SIM-ów i TBS. Wiceminister Tomasz Lewandowski o planach rządu

Czas na najważniejsze decyzje w mieszkalnictwie kurczy się szybko. Tak ocenia Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii, pytany o szanse uchwalenia kluczowych ustaw mieszkaniowych w obecnej kadencji. W rozmowie z dziennikarką Moniką Krześniak-Sajewicz wyjaśnia, jak rząd chce uporządkować budownictwo społeczne, ograniczyć samowolę wieloletnich zarządów w spółdzielniach mieszkaniowych i rozwiązać problemy najemców mieszkań TBS oraz SIM.

Dziennikarka zwróciła uwagę na to, że nierozwiązane na czas problemy mieszkaniowe mogą prowadzić do gniewu społecznego. Jako przykład podała Hiszpanię, gdzie właśnie takie napięcia doprowadziły do wcześniejszych wyborów. Zapytała wiceministra, czy w jego ocenie koalicja rządząca robi tyle, ile powinna, skoro za politykę mieszkaniową odpowiada także jego resort.

Cały system, a nie pojedyncze tematy

Lewandowski podkreśla, że polski rząd realizuje obecnie jedną z najbardziej ambitnych reform mieszkalnictwa w Unii Europejskiej. Jej celem jest zwiększenie zasobu mieszkań o dostępnym czynszu oraz wzmocnienie pozycji beneficjentów systemu wobec deweloperów i podmiotów zarządzających nieruchomościami. Jak zaznacza, rząd nie zajmuje się pojedynczymi zagadnieniami, które w danym momencie budzą największe zainteresowanie opinii publicznej. Analizuje całość systemu.

Wiceminister wyjaśnia, że aby politykę mieszkaniową można było prowadzić sprawnie, trzeba było zreformować wszystkie instytucje, które się nią zajmują. Mowa o zasobie mieszkaniowym gmin, o przepisach dotyczących spółdzielni, spółek samorządowych SIM i TBS, wspólnot mieszkaniowych, a także o ustawie o ochronie praw lokatorów. Jego zdaniem każda z tych części wpływa na pozostałe.

Z perspektywy gminy, jak tłumaczy Lewandowski, mieszkania nie mogą być traktowane jako ciężar. Samorząd, poza presją społeczną i emocjami, które mogą skłaniać do inwestowania w lokale, musi mieć pewność, że czynsze będą ściągalne, a zasady ustalania stawek czynszowych sprawiedliwe. Musi również wiedzieć, że w dłuższej perspektywie społeczeństwo będzie akceptować jego zaangażowanie w mieszkalnictwo. Dlatego, jak podkreśla wiceminister, trzeba było ten obszar uporządkować.

Koszty utrzymania i podwyżki czynszów

Według Lewandowskiego w debacie publicznej dużo mówi się o wysokich cenach mieszkań, dostępności lokali i konieczności rozwijania budownictwa społecznego. Tymczasem na horyzoncie pojawia się kolejny problem: bardzo wysokie koszty utrzymania nieruchomości, czynsze i opłaty eksploatacyjne. Mieszkańcy otrzymują drastyczne podwyżki, zwłaszcza w dużych spółdzielniach mieszkaniowych.

Dziennikarka przytoczyła przykład zawiadomienia o podwyżce, które otrzymała z jednej z warszawskich spółdzielni. Wynika z niego, że czynsz dla osoby mieszkającej samotnie w lokalu wzrósł do kwoty 1700 zł. Wiceminister odniósł się do tego przykładu jako do jednego z powodów, dla których rząd porządkuje sytuację w spółdzielniach.

Cel jest dwojaki. Po pierwsze, zarządy mają działać w bardziej przejrzysty sposób. Po drugie, sami spółdzielcy powinni mieć realny wpływ na to, co dzieje się w ich wspólnocie. Lewandowski zapowiada również, że rząd kieruje do spółdzielni środki nie tylko na budowę nowych mieszkań, ale także na remonty. Samo finansowanie nie wystarczy jednak, bo potrzebne są zmiany korporacyjne, w tym kadencyjność władz oraz większa kontrola zarządów.

Dlaczego zmiany w zarządach są konieczne

Wiceminister wyjaśnia, że zmiany w zarządach są potrzebne także po to, by spółdzielnie miały kompetentnego partnera do rozmowy o przyszłości budynków. Zastrzega, że nie chce uogólniać. Jego zdaniem jednak, poza nielicznymi wyjątkami, osoba, która od 30 lat kieruje spółdzielnią i jest już blisko emerytury, zwykle nie podejmuje się wieloletnich, ambitnych projektów remontowych.

Lewandowski opisuje, czego wymaga dobry menedżer. Powinien przekonać spółdzielców, pokazać im w arkuszu kalkulacyjnym, jak będzie wyglądała sytuacja za 10 lub 15 lat, jakie inwestycje trzeba przeprowadzić, aby koszty rosły wolniej. Jak zaznacza, koszty i tak będą rosnąć.

Wiceminister krytykuje postawę części zarządów, które w odpowiedzi na podwyżki mówią, że to koszty niezależne od nich, na przykład związane z ogrzewaniem. Według niego warto jednak zadać pytanie o wynagrodzenia. Jeżeli menedżerowi płaci się kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, a w wielu spółdzielniach właśnie tyle zarabiają zarządcy, to czy spółdzielcy nie mają prawa oczekiwać, że taka osoba wykaże się przewidywaniem i uwzględni rosnące koszty energii i ogrzewania?

Jego zdaniem uczciwe postępowanie wyglądałoby następująco: zarząd powinien przyjść do spółdzielców i jasno przedstawić wybór. Albo pogodzą się z tym, że za kilka lat będą płacić po 1700 zł, a wtedy może zabraknie im na to pieniędzy, albo już dziś zaczną więcej odkładać na fundusz remontowy i realizować inwestycje, które sprawią, że przyszłe wzrosty kosztów będą łatwiej znosić.

Lewandowski przyznaje, że wiele spółdzielni tego nie robiło. Jako przykład wskazuje budynki, które nadal nie zostały docieplone i wciąż są zwykłymi, gołymi płytami sprzed termomodernizacji. Jak mówi, widok takich budynków wzbudza w nim silne emocje. Pyta także, za co zarządy takich spółdzielni co miesiąc otrzymują wysokie wynagrodzenia.

Profesjonalna kadra zarządzająca

Zdaniem wiceministra zmiany nie mają charakteru politycznego i nie chodzi w nich o usunięcie tego czy innego prezesa. Celem jest wykreowanie profesjonalnej kadry menedż